image1 image2 image3 image4
Zepsute Mistrzostwa Polski juniorów.

Z mieszanymi uczuciami wyjeżdżali z Mistrzostw Polski juniorów ich uczestnicy. Z jednej strony miało to być sportowe święto – impreza na którą większość pracowała bardzo ciężko i bardzo długo. Na której Marek Badowski wywalczył sobie brążowy medal w deblu w parze z Damianem Kreftem.

alt

Z drugiej zaś strony Wydział Rozgrywek pod przewodnictwem Marka Przybyłowicza podjął decyzję o kontrolowaniu sprzętu. Wyznaczył do tego Pawła Gąsiorskiego, jedynego w Polsce właściciela (?)maszynki do kontrolowania rakiet. Idea bardzo słuszna próbująca nawiązać do standardów światowego i europejskiego tenisa stołowego. Pozostaje jednak szereg wątpliwości i kontrowersji.

Przede wszystkim kontrola była zupełnie nieprzygotowana, tak ze strony organizacyjnej jak i informacyjnej. W komunikacie organizacyjnym nic na ten temat nie było mowy, nikt na dobrą sprawę nie wiedział w jaki sposób przeprowadzane będą kontrole rakietek, nikt na oczy nie widział certyfikatu, homologacji, ani uprawnień do przeprowadzania takiej kontroli. Jakość maszynki również była wątpliwa, ponieważ kolejne wskazania tego samego sprzętu wielokrotnie różniły się między sobą. Dość wspomnieć, że jednego dnia rakietka była zła – drugiego dnia była już dobra. Mało tego przed jedną grą była dobra, a po następnej grze była już zła. Całość przeprowadzana była w straszliwym chaosie organizacyjnym. Sędziowie przerywali spotkania, cofali wyniki rozegranych meczów, anulowali wyniki. A P. Gąsiorski biegał po sali jakby był w transie. Wydaje się, że to ON BYŁ NAJWAŻNIEJSZĄ OSOBĄ NA TYCH MISTRZOSTWACH. W piłce nożnej jest takie określenie, że dobry sędzie to ten, który jest niemal niewidoczny. Gąsiorski był wszędzie, wydawał wyroki niczym biblijny Mojżesz, decydował kto wygrał, a kto przegrał. Niestety gdy trzeba było, żeby PRZED meczem sprawdził rakietkę wtedy zasłaniał się brakiem czasu, po meczach z niekłamaną satysfakcją kontrolował wszystkie jak jeden mąż rakietki. Całość przypominała jedną wielką farsę. NIEMALŻE WSZYSCY zawodnicy, trenerzy i działacze wyrażali ogromne zniesmaczenie. Gąsiroski stchórzył po piątkowych wielokrotnych interwencjach trenerów i wyjechał z Krakowa. Co ważne w sobotę i niedzielę nie przeprowadzano już kontroli? Gdzie tu logika? Przecież na najważniejszych to właśnie finaliści są najbardziej kontrolowani i sprawdzani. 75 Uczestników Mistrzostw podpisało protest przeciwko sytuacji jaka miała miejsce przez dwa pierwsze dni trwania turnieju. Wśród nich byli wszyscy późniejsi medaliści, trenerzy kadr narodowych i (sic!) ORGANIZATORZY imprezy, którzy sami zauważyli absurd i kuriozum tych kontroli. Kontrole nie miały żadnych procedur. Nie został stworzony regulamin tych kontroli. Mało tego członkowie Zarządu PZTS nawet nie wiedzieli, że takie nieprzygotowane kontrole będą miały miejsce, całość wyglądała na samowolną decyzję Przybyłowicza, który przed wyborami orędował, że teraz najważniejszy będzie zawodnik, a nie działacz. Prawda i rzeczywistość okazały się jednak inne. To młodzi zawodnicy byli na samym końcu, a najważniejszy na sali był amator Gąsiorski. Szkoda, że ludzie podejmujący takie decyzji nawet nie zdają sobie sprawy ile wysiłku zawodnicy, trenerzy wkładają w codzienną pracę, ile wylewają potu i ile czasu spędzają na sali treningowej. Oto treść całego protestu, który wysłany zostanie/został do wszystkich pingpongowych mediów, a także do osób odpowiedzialnych za cały ten bałagan. Protest złożony został na ręce Prezesa PZTS Wojciecha Waldowskiego, który jak można wnioskować również był zniesmaczony całą tą farsą. Protest jednak przyjął i być może oficjalnie się do niego ustosunkuje.

Zdjęcie: Zepsute Mistrzostwa Polski juniorów.Z mieszanymi uczuciami wyjeżdżali z Mistrzostw Polski juniorów ich uczestnicy. Z jednej strony miało to być sportowe święto – impreza na którą większość pracowała bardzo ciężko i bardzo długo. Z drugiej zaś strony Wydział Rozgrywek pod przewodnictwem Marka Przybyłowicza podjął decyzję o kontrolowaniu sprzętu. Wyznaczył do tego Pawła Gąsiorskiego, jedynego w Polsce właściciela (?)maszynki do kontrolowania rakiet. Idea bardzo słuszna próbująca nawiązać do standardów światowego i europejskiego tenisa stołowego. Pozostaje jednak szereg wątpliwości i kontrowersji. Przede wszystkim kontrola była zupełnie nieprzygotowana, tak ze strony organizacyjnej jak i informacyjnej. W komunikacie organizacyjnym nic na ten temat nie było mowy, nikt na dobrą sprawę nie wiedział w jaki sposób przeprowadzane będą kontrole rakietek, nikt na oczy nie widział certyfikatu, homologacji, ani uprawnień do przeprowadzania takiej kontroli. Jakość maszynki również była wątpliwa, ponieważ kolejne wskazania tego samego sprzętu wielokrotnie różniły się między sobą. Dość wspomnieć, że jednego dnia rakietka była zła – drugiego dnia była już dobra. Mało tego przed jedną grą była dobra, a po następnej grze była już zła. Całość przeprowadzana była w straszliwym chaosie organizacyjnym. Sędziowie przerywali spotkania, cofali wyniki rozegranych meczów, anulowali wyniki. A nawiedzony P. Gąsiorski latał po sali jakby wypił kilka red bulli i był w transie. To ON BYŁ NAJWAŻNIEJSZĄ OSOBĄ NA TYCH MISTRZOSTWACH. W piłce nożnej jest takie określenie, że dobry sędzie to ten, który jest niemal niewidoczny. Gąsiorski był wszędzie, wydawał wyroki niczym biblijny Mojżesz, decydował kto wygrał, a kto przegrał. Niestety gdy trzeba było, żeby PRZED meczem sprawdził rakietkę wtedy zasłaniał się brakiem czasu, po meczach z niekłamaną satysfakcją kontrolował wszystkie jak jeden mąż rakietki. Całość przypominała jedną wielką farsę. NIEMALŻE WSZYSCY zawodnicy, trenerzy i działacze wyrażali ogromne zniesmaczenie. Gąsiroski stchórzył po piątkowych wielokrotnych interwencjach trenerów i uciekł z Krakowa do swoich „kebabowych” amatorskich rozgrywek. Co ważne w sobotę i niedzielę nie przeprowadzano już kontroli? Gdzie tu logika? Przecież na najważniejszych to właśnie finaliści są najbardziej kontrolowani i sprawdzani. 75 Uczestników Mistrzostw podpisało protest przeciwko sytuacji jaka miała miejsce przez dwa pierwsze dni trwania turnieju. Wśród nich byli wszyscy późniejsi medaliści, trenerzy kadr narodowych i (sic!) ORGANIZATORZY imprezy, którzy sami zauważyli absurd i kuriozum tych kontroli. Kontrole nie miały żadnych procedur. Nie został stworzony regulamin tych kontroli. Mało tego członkowie Zarządu PZTS nawet nie wiedzieli, że takie nieprzygotowane kontrole będą miały miejsce, całość wyglądała na samowolną decyzję Przybyłowicza, który przed wyborami orędował, że teraz najważniejszy będzie zawodnik, a nie działacz. Prawda i rzeczywistość okazały się jednak inne. To młodzi zawodnicy byli na samym końcu, a najważniejszy na sali był amator Gąsiorski. Szkoda, że ludzie podejmujący takie decyzji nawet nie zdają sobie sprawy ile wysiłku zawodnicy, trenerzy wkładają w codzienną pracę, ile wylewają potu i ile czasu spędzają na sali treningowej. Oto treść całego protestu, który wysłany zostanie/został do wszystkich pingpongowych mediów, a także do osób odpowiedzialnych za cały ten bałagan. Protest złożony został na ręce Prezesa PZTS Wojciecha Waldowskiego, który jak można wnioskować również był zniesmaczony całą tą farsą. Protest jednak przyjął i być może oficjalnie się do niego ustosunkuje. Bo czyż 75 podpisów młodych zawodników, trenerów i działaczy nic nie znaczy wobec jednosobowych decyzji Gąsiorskiego? Udostępnij ten artykuł i protest na swjej stronei/profilu niech jak najwięcej osób dowie się o tym co nieudolni działacze potrafią zrobić z Mistrzostwami Polski.OTWARTY PROTEST PRZECIWKO SPOSOBOWI ROZGRYWANIA MISTRZOSTW POLSKI JUNIORÓW W KRAKOWIE 09-12.05.2013Jako uczestnicy najważniejszej imprezy w kraju dla juniorów – Mistrzostw Polski (!!!) chcemy wyrazić głęboki żal i jednocześnie wyrazić swój stanowczy protest jeżeli chodzi o sposób przeprowadzenia tych Mistrzostw. Kontrola rakietek powinna być standardem dla wszystkich imprez rangi mistrzowskiej, jednak sposób jej przeprowadzania powinien być znany wszystkim uczestnikom przed rozpoczęciem turnieju. W komunikacie organizacyjnym, ani w komunikacie 019/2012/2013 Wydziału Rozgrywek słowem nie wspomniano w jakim trybie przeprowadzane będą kontrole rakietek. Zawodnicy przed rozpoczęciem turnieju nie wiedzieli kto będzie przeprowadzał kontrole, ani w jakim miejscu. Nie było też informacji w jakich godzinach będzie można poddać się dobrowolnej kontroli celem sprawdzenia, że posiadana rakietka jest rakietką prawidłową. Wspomniana kontrola rakietek zapowiadana przez WR PZTS była drugą (po Mistrzostwach Polski młodzików) kontrolą tego typu w Polsce. Zawodnicy, jak i trenerzy czuli się zdezorientowani całą procedurą, która nigdzie wcześniej nie została opisana.  Niejednokrotnie dochodziło do sytuacji, gdy zawodnicy informowani byli o kontroli rakietek, podczas gdy byli upominani do niezwłocznego stawienia się do stołów, aby rozegrać zaplanowane gry. Pan mgr inż. Paweł Gąsiorski zachowywał się niezbyt uprzejmie w stosunku do zawodników i niejednokrotnie odmawiał kontroli rakietek przed zaplanowanymi grami, zasłaniając się brakiem czasu. Nie trzeba wspominać, że nie jest to zbyt profesjonalne podejście do swoich obowiązków. W ubogim w klarowne i przejrzyste informacje komunikacie 019/2012/2013 Wydziału Rozgrywek znaleźć można, że „zawodnik ma prawo do przedstawienia z własnej inicjatywy rakietki do kontroli. W tym przypadku negatywny wynik kontroli rakietki nie będzie skutkował wyciągnięciem konsekwencji z tytułu posiadania niewłaściwego sprzętu”. Niestety nie zawsze było to dochowane. Skutkowało to wieloma sytuacjami spornymi i powodowało zupełnie niepotrzebne napięcia i konflikty. Arogancja Pana mgr inż. Paweł Gąsiorskiego, który urządził istne „polowanie na czarownice” zarzucając właściwie wszystkim zawodnikom oszustwo, posądzając każdego o tuningowanie i celowe używanie niedozwolonych substancji chemicznych spowodowała, że w zakulisowych rozmowach nie było rozmów dotyczących sportowej rywalizacji – tylko głównie podnoszona była kwestia „jakiejś śmiesznej maszynki, która wypacza faktyczne wyniki osiągnięte przy stole”. Na uwagę zasługuje również fakt, że sędzia główny - Henryk Oleksiuk, ani Pan mgr inż. Paweł Gąsiorski nie byli w stanie pokazać żadnego wiarygodnego certyfikatu, oraz homologacji wspomnianej maszynki do wykrywania niedozwolonych substancji lotnych. Nie podano także informacji gdzie i kiedy wspomniana maszynka została (i czy w ogóle?) została skalibrowana. Niejednokrotnie dochodziło do sytuacji gdy raz skontrolowana rakietka, podczas kolejnej kontroli osiągała zupełnie inne wartości zawartości lotnych związków organicznych(VOC). Nie miało tutaj znaczenia, czy w pierwszej próbie wynik nie wskazywał na obecność substancji, a w drugiej wskazywał – czy na odwrót. Niejednokrotnie dochodziło do sytuacji, że zawodnicy i trenerzy konstruowali od nowa rakietki, fabrycznie nowymi okładzinami, deskami i klejami i maszyna wykazywała VOC. Wspomniane wcześniej braki wiarygodnego certyfikatu, oraz homologacji zapewne miały na to wpływ. Podobnie jak brak dokumentów stwierdzających, że Pan mgr inż. Paweł Gąsiorski posiada jakiekolwiek (!!!) kwalifikacje do przeprowadzanie omawianych kontroli. Organizatorzy zabierali także zawodnikom rakietki, które rzekomo zawierały VOC. Nigdzie nie można się doszukać takiej informacji, że jest to ogólnie przyjęta praktyka. Na szereg niedomówień i insynuacji czy rakietka jest prawidłowa, czy też nie - wpływał również fakt, że ani zawodnicy, ani trenerzy nie byli dopuszczani do udziału w przeprowadzeniu testu. Zmieniło się to dopiero po telefonicznej interwencji u Przewodniczącego WR. Całe środowisko biorące udział w MP juniorów zdecydowanie opowiada się za przestrzeganiem regulaminów i przepisów. Jednak aby można było je rzetelnie przestrzegać najpierw powinny zostać one stworzone – w szczególności procedura i schemat kontroli rakietki w kierunku obecności VOC. Wspomniane działania doprowadziły do degrengolady MP juniorów i niejednokrotnie wypaczyły wyniki meczów indywidualnych (Badowski – Cembrowicz, Magulski – Kamiński), czy drużynowych (GKTS Gdańsk – MKS Cieszko Cieszyn w kategorii juniorek). Wszystkim Nam zależy na transparentności i przejrzystości w rozgrywkach prowadzonych przez PZTS. Jednak wyciągane konsekwencje powinny mieć odzwierciedlenie we wcześniej skonstruowanych przepisach i regulaminach, tak aby klarowność  nakładanych kar nie budziła jakichkolwiek wątpliwości! Pamiętać jednak w tym całym galimatiasie należy, że to zawodnicy są solą tej dyscypliny i to dla nich rozgrywane są Mistrzostwa Polski. To oni pracują na ten występ cały rok (albo i więcej) i to oni wkładają w to swoje serce, umiejętności i charakter. Sytuacja gdy nie do końca sprawdzony sprzęt (kalibracja) i nie posiadający żadnych uprawnień do obsługi i przeprowadzania testów Pan mgr inż. Paweł Gąsiorski decydują o wyniku sportowej rywalizacji jest sytuacją co najmniej kuriozalną!

Bo czyż 75 podpisów młodych zawodników, trenerów i działaczy nic nie znaczy wobec jednosobowych decyzji Gąsiorskiego? Udostępnij ten artykuł i protest na swjej stronei/profilu niech jak najwięcej osób dowie się o tym co nieudolni działacze potrafią zrobić z Mistrzostwami Polski.


OTWARTY PROTEST PRZECIWKO SPOSOBOWI ROZGRYWANIA MISTRZOSTW POLSKI JUNIORÓW W KRAKOWIE 09-12.05.2013

Jako uczestnicy najważniejszej imprezy w kraju dla juniorów – Mistrzostw Polski (!!!) chcemy wyrazić głęboki żal i jednocześnie wyrazić swój stanowczy protest jeżeli chodzi o sposób przeprowadzenia tych Mistrzostw.
Kontrola rakietek powinna być standardem dla wszystkich imprez rangi mistrzowskiej, jednak sposób jej przeprowadzania powinien być znany wszystkim uczestnikom przed rozpoczęciem turnieju. W komunikacie organizacyjnym, ani w komunikacie 019/2012/2013 Wydziału Rozgrywek słowem nie wspomniano w jakim trybie przeprowadzane będą kontrole rakietek. Zawodnicy przed rozpoczęciem turnieju nie wiedzieli kto będzie przeprowadzał kontrole, ani w jakim miejscu. Nie było też informacji w jakich godzinach będzie można poddać się dobrowolnej kontroli celem sprawdzenia, że posiadana rakietka jest rakietką prawidłową. Wspomniana kontrola rakietek zapowiadana przez WR PZTS była drugą (po Mistrzostwach Polski młodzików) kontrolą tego typu w Polsce. Zawodnicy, jak i trenerzy czuli się zdezorientowani całą procedurą, która nigdzie wcześniej nie została opisana. Niejednokrotnie dochodziło do sytuacji, gdy zawodnicy informowani byli o kontroli rakietek, podczas gdy byli upominani do niezwłocznego stawienia się do stołów, aby rozegrać zaplanowane gry. Pan mgr inż. Paweł Gąsiorski zachowywał się niezbyt uprzejmie w stosunku do zawodników i niejednokrotnie odmawiał kontroli rakietek przed zaplanowanymi grami, zasłaniając się brakiem czasu. Nie trzeba wspominać, że nie jest to zbyt profesjonalne podejście do swoich obowiązków. W ubogim w klarowne i przejrzyste informacje komunikacie 019/2012/2013 Wydziału Rozgrywek znaleźć można, że „zawodnik ma prawo do przedstawienia z własnej inicjatywy rakietki do kontroli. W tym przypadku negatywny wynik kontroli rakietki nie będzie skutkował wyciągnięciem konsekwencji z tytułu posiadania niewłaściwego sprzętu”. Niestety nie zawsze było to dochowane. Skutkowało to wieloma sytuacjami spornymi i powodowało zupełnie niepotrzebne napięcia i konflikty. Arogancja Pana mgr inż. Paweł Gąsiorskiego, który urządził istne „polowanie na czarownice” zarzucając właściwie wszystkim zawodnikom oszustwo, posądzając każdego o tuningowanie i celowe używanie niedozwolonych substancji chemicznych spowodowała, że w zakulisowych rozmowach nie było rozmów dotyczących sportowej rywalizacji – tylko głównie podnoszona była kwestia „jakiejś śmiesznej maszynki, która wypacza faktyczne wyniki osiągnięte przy stole”.
Na uwagę zasługuje również fakt, że sędzia główny - Henryk Oleksiuk, ani Pan mgr inż. Paweł Gąsiorski nie byli w stanie pokazać żadnego wiarygodnego certyfikatu, oraz homologacji wspomnianej maszynki do wykrywania niedozwolonych substancji lotnych. Nie podano także informacji gdzie i kiedy wspomniana maszynka została (i czy w ogóle?) została skalibrowana. Niejednokrotnie dochodziło do sytuacji gdy raz skontrolowana rakietka, podczas kolejnej kontroli osiągała zupełnie inne wartości zawartości lotnych związków organicznych(VOC). Nie miało tutaj znaczenia, czy w pierwszej próbie wynik nie wskazywał na obecność substancji, a w drugiej wskazywał – czy na odwrót. Niejednokrotnie dochodziło do sytuacji, że zawodnicy i trenerzy konstruowali od nowa rakietki, fabrycznie nowymi okładzinami, deskami i klejami i maszyna wykazywała VOC. Wspomniane wcześniej braki wiarygodnego certyfikatu, oraz homologacji zapewne miały na to wpływ. Podobnie jak brak dokumentów stwierdzających, że Pan mgr inż. Paweł Gąsiorski posiada jakiekolwiek (!!!) kwalifikacje do przeprowadzanie omawianych kontroli.
Organizatorzy zabierali także zawodnikom rakietki, które rzekomo zawierały VOC. Nigdzie nie można się doszukać takiej informacji, że jest to ogólnie przyjęta praktyka. Na szereg niedomówień i insynuacji czy rakietka jest prawidłowa, czy też nie - wpływał również fakt, że ani zawodnicy, ani trenerzy nie byli dopuszczani do udziału w przeprowadzeniu testu. Zmieniło się to dopiero po telefonicznej interwencji u Przewodniczącego WR.
Całe środowisko biorące udział w MP juniorów zdecydowanie opowiada się za przestrzeganiem regulaminów i przepisów. Jednak aby można było je rzetelnie przestrzegać najpierw powinny zostać one stworzone – w szczególności procedura i schemat kontroli rakietki w kierunku obecności VOC. Wspomniane działania doprowadziły do degrengolady MP juniorów i niejednokrotnie wypaczyły wyniki meczów indywidualnych (Badowski – Cembrowicz, Magulski – Kamiński), czy drużynowych (GKTS Gdańsk – MKS Cieszko Cieszyn w kategorii juniorek). Wszystkim Nam zależy na transparentności i przejrzystości w rozgrywkach prowadzonych przez PZTS. Jednak wyciągane konsekwencje powinny mieć odzwierciedlenie we wcześniej skonstruowanych przepisach i regulaminach, tak aby klarowność nakładanych kar nie budziła jakichkolwiek wątpliwości!
Pamiętać jednak w tym całym galimatiasie należy, że to zawodnicy są solą tej dyscypliny i to dla nich rozgrywane są Mistrzostwa Polski. To oni pracują na ten występ cały rok (albo i więcej) i to oni wkładają w to swoje serce, umiejętności i charakter. Sytuacja gdy nie do końca sprawdzony sprzęt (kalibracja) i nie posiadający żadnych uprawnień do obsługi i przeprowadzania testów Pan mgr inż. Paweł Gąsiorski decydują o wyniku sportowej rywalizacji jest sytuacją co najmniej kuriozalną!